Pages

  • Kryzys Pokory
  • O blogu
  • Kontakt
Kryzys Pokory

Pierwsza klasa - jak wygląda hotelowy VIP standard w Kambodży?

Pokój hotelowy z ciepłą wodą w prysznicu, restauracje z tym, co my rozumiemy jako kawa i przy odrobinie szczęścia miękkimi jajkami na miękko na śniadanie.
Ot, takie proste fanaberie Europejczyków, które nigdy chyba Khmerów zadziwiać nie przestaną.
Z grubsza bez szaleństw.
Pozwalamy tu kurzowi z niewyasfaltowanych dróg osiadać na skórze, wilgoci pory deszczowej gnieździć się w ubraniach.

Co jednak, gdybym nagle postanowiła przeskoczyć do pierwszej klasy?

Czytaj dalej »
► 6/24/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

O przyszłości kambodżańskiej stolicy - optymistów zapraszamy na ziemię

Jaka stolica, taki kraj. Albo na odwrót.
Tak czy owak, zdaje się, że zasada ma się w zwyczaju sprawdzać.

Jaką zatem wizytówką dla Kambodży byłoby Phnom Penh?
Te zalane ściekami i deszczem ulice, zabarykadowane koczującymi bezdomnymi pobocza, przenośnymi płotami kolczastymi drogi.
I przede wszystkim, co dalej?

Czytaj dalej »
► 6/20/2014 1 comment:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Wracając do Kambodży - drugie pierwsze wrażenie


Wróciłam do Kambodży.
Wróciłam razem z powracającą falą nielegalnych emigrantów z Tajlandii zalewającą kraj równo i proporcjonalnie do powodzi pierwszych chwil pory deszczowej.

Khmerów zastałam uśmiechniętych, jak zawsze. Europejczyków zerkających to na zasnute chmurami niebo, to na nagłówki gazet, z i-co-to-będzie grymasem na twarzy.

Czytaj dalej »
► 6/14/2014 2 comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Ideał kobiecego piękna w Kambodży - co się podoba Khmerom?

Kremy, maseczki i antyperspiranty. Niby jak w każdej drogerii, niby te same nawet marki. Nie mam jednak odwagi niczego kupić, bo “zdrowy” i “wybielający” brzmi mi jakoś jak oksymoron.
Wychodzę z pustymi rękami, mijając przy kasie dział z naklejanymi kreskami do imitowania zagięcia na powiece.

Podwójna powieka, jasna skóra, wąski nos z wydatnym mostkiem. Wszystko to, co oddałabym bez mrugnięcia okiem, tu okupione jest bólem, narażaniem zdrowia i sporą ilością gotówki rzecz jasna.

Czytaj dalej »
► 4/10/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Sztuka zamawiania kawy w Kambodży - z wizytą w kambodżańskiej kawiarni

Kawa po khmersku to kawa z lodem i masa słodkiego skondensowanego mleka.

Poproś o cokolwiek innego, to zgłupieją zdezorientowani.
Dadzą ci wprawdzie na koniec, co chciałeś - albo przynajmniej ich na ten temat wyobrażenie - ale będą się do końca z niedowierzaniem przyglądać, jak próbujesz to cudo przełknąć.

I prawdę mówiąc, mieć będą rację, bo o ileś nie masochista, nie przełkniesz, gwarantuję.

Czytaj dalej »
► 4/03/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Kambodża - miś panda narodów - o nas, o Khmerach i o frustracji pomiędzy

Siedzimy w Klubie Zagranicznego Korespondenta (FCC). Jakże doniosłe to miejsce.

Mamy iść na kolację, jeszcze nie wiemy, że nic z tego nie wyjdzie.

Nie podejrzewamy nawet, że narastająca przez miesiące frustracja wybuchnie właśnie dziś i zmiecie plany na wieczór z powierzchni ziemi z teatralnym wręcz rozmachem.

Czytaj dalej »
► 3/24/2014 2 comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Tuk-Tuk koszmar - to, co najgorsze w Kambodży

Jedyna rzecz. Absolutnie jedyna. Reszta jest do przetrawienia. Nie przeszkadza aż tak. Z resztą da się żyć.

Tuk tuk.

Koszmar dnia codziennego.
Naprawdę.
I wcale to zabawne nie jest.

Czytaj dalej »
► 3/21/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Portrety Khmerów - Tony - nowe pokolenie w Kambodży

Tony wchodzi do baru. Wchodzi dziwnie. Słowo bym dała, że krokiem lekko swingującym. Biała koszula, czarne spodnie, krawat i fedora na głowie. W kieszeni koszuli paczka Marlboro. Poklepuje ją tłuściutka rączką z wielkim srebrnym sygnetem połyskującym na toczonym paluszku.

Chwyta brzeg kapelusza i kłania się szarmancko na powitanie. "Zaprosili sobie Khmera" - śmieje się głębokim głosem - "ale założę się, że tego się nie spodziewają". Puszcza nam oczko zadziornie.

Czytaj dalej »
► 3/12/2014 2 comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Trauma po reżimie Czerwonych Khmerów czy narodowa wymówka?

Rewolucja Czerwonych Khmerów zakończyła się (teoretycznie) w 1979 roku, gdy armia wietnamska przejęła stolicę Kambodży.
Jak to jednak często bywa, koniec końcowi nierówny i niektórych spraw nie sposób pozbyć się wcześniej niż w trzecim dopiero pokoleniu.

O ile oczywiście założymy, że w tym szczególnym wypadku jest się czego pozbywać.

Pozwól, że wyjaśnię.

Czytaj dalej »
► 3/09/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Rok Zero - Pol Pot i rewolucja Czerwonych Khmerów


Jak bardzo nie chciałabym ominąć tematu, nie da się mówić o Kambodży bez Czerwonych Khmerów.

Cokolwiek nie ruszyć, wpada się na nich boleśnie, więc niech będzie. Usunę ich z drogi raz na zawszę. Zanim się roztrzaskam.

Wersja (bardzo) uproszczona idzie tak:

Czytaj dalej »
► 3/05/2014 4 comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Praca - o pieniądzach w kambodżańskich realiach


Oragrnięta z grubsza, uznałam, że mogę ruszać z eksperymentem “Kambodża”.
Czas poszukać pracy.

W kraju, w którym jeszcze niedawno nie było pieniądza wcale, a obecnie przeciętny obywatel zarabia mniej niż 100 dolarów miesięcznie, to może być dość interesujące wyzwanie.
“Jeśli nie uda ci się zrobić kasy w Kambodży, to nigdzie ci się nie uda” - Kris poklepał mnie po ramieniu na pokrętną zachętę.

Czytaj dalej »
► 3/01/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Portrety Khmerów - Pan Leinn - "tylko" kierowca

Dźwięk klaksonu zza pleców. Nie zdążyłam się nawet odwrócić.
Czerwony tuk-tuk zajeżdża mi drogę i ostro hamuje tuż przed moim nosem. Kierowca zeskakuje z motoru i wyrywa mi torebkę - “Widzisz?! Widzisz, co może się stać?!” - wymachuje nią w powietrzu, jakby była dowodem jakiejś wielkiej zbrodni.

Nerwowo rozsuwa zamek i przez chwilę przegrzebuje zawartość. Wyciąga w końcu telefon i znów macha mi nim przed nosem - “O! A to?! Widziałem, jak chodzisz z nim po ulicy! Chcesz, żeby ktoś ci go ukradł, czy co...?!”

Czytaj dalej »
► 2/25/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Moje pierwsze kroki w Phnom Penh - co kocham w Kambodży

Pierwsze dni w Phnom Penh nie należały do najłatwiejszych.
Oczywiście, że strajki i przedłużające się nieoficjalne dni wolne nie pomogły, ale przeprowadzki nigdy nie są łatwe, więc trzymam się kurczowo założenia początkowego - uda się i koniec.

Dobrze wiem, że w tym przypadku najmniejsza chwila zwątpienia zakończy się mną siedzącą w samolocie do Europy.

Czytaj dalej »
► 2/22/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

W czym tkwi problem Kambodży? Słowo o przyczynach

"Nigdy, przenigdy nie rób interesów z Khmerami - Pascal nachyla się konspiracyjnie w moją stronę - Są tak skrajnie leniwi, że nie da się z nimi pracować." - przytakuje sobie palcem, żeby podkreślić wagę słów.
Pascal spędził 30 lat w Azji, reprezentując jeden z belgijskich banków. Ostatnie 7 mieszka w Kambodży. Nie mam powodów mu nie wierzyć, ale jakoś mi to nie pasuje.
Nie na lenistwo bym chyba stawiała.
To coś zupełnie innego.

Czytaj dalej »
► 2/18/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Walentynki w duchu khmerowskiej tradycji


Kilka rozrzuconych przypadkowo po mieście straganików z balonami w kształcie serc i kwiatami owiniętymi w różowy papier. Nic więcej. Bez szaleństwa.
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że Walentynki do Kambodży się jeszcze nie dowlekły.
Wieczorem jednak ulice zapełniają się skuterkami z nastoletnimi chłopcami i przytulonymi do ich pleców dziewczętami w kusych spódniczkach. Dość niezwykły to widok, bo na co dzień ubierają się bardzo skromnie.
Parkingi przed klubami wypełniają się po brzegi. Weszłam do jednego, a co tam.

Czytaj dalej »
► 2/15/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Phnom Penh - śmieciowa stolica Kambodży

Pokaźne sterty śmieci piętrzą się na rogach ulic. Maja już po dobre cztery metry obwodu i półtora wysokości.
Górują imponująco nad grupkami dzieci zgromadzonych wokół. Po zmroku dzieciaki rzucają w nie kamieniami i liczą rozpierzchające się szczury.

Około północy przychodzi kolej na dorosłych. Przegrzebują sterty, wyławiając co cenniejsze przedmioty. Pakują je na wielkie wózki i znikają w ciemnościach.

Czytaj dalej »
► 2/10/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Szczęśliwego Nowego Roku bis! Chińczycy witają w Phnom Penh

Jak w Nowy Rok podjęłam decyzję o przeprowadzce do Phnom Penh, tak w Nowy Rok wprowadziłam słowa w życie.
Nie w ten sam wprawdzie, w następny.
Tak się złożyło, że akurat chiński.

Czytaj dalej »
► 2/05/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Eksperyment “Kambodża” - o tym, dlaczego wyjechałam z plaży

Postanowiłam wyjechać z plaży.
Tadam!
Wszystkim opadły szczęki.
Jeśli nie byłeś w podobnej sytuacji, nie masz pojęcia, jak doniosła to decyzja!
Nigdzie nie muszę być, nic na mnie nie czeka. Nie skończyły mi się pieniądze. Nic z tych rzeczy.
Od prawie pól roku żyję dwa metry od brzegu morza otoczona cudownymi ludźmi, których jedynym problemem jest kończący się olejek do opalania.
Wierz mi, spakowanie walizki wymagało nie lada samozaparcia.

Czytaj dalej »
► 2/01/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Z wizytą u "niskich" ludzi - czego boją się matki Khmerki


Hotel w miasteczku był pierwszorzędny, jak na okoliczności. Znaczy miał telewizor, ciepłą wodę i basen.

Dla nas to była miła odmiana po dwóch miesiącach w drewnianej chacie. Dla khmerowskich dziewczynek to był absolutnie pierwszy raz z drzwiami do toalety.
Z toaleta w gruncie rzeczy.
I z prawdziwymi drzwiami w ogóle szczerze powiedziawszy.

Czytaj dalej »
► 1/27/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

O tym, jak niechcący wmieszałam się w Kambodżę


"Pozwól, że przedstawię się jeszcze raz, bo myślę, że za pierwszym razem poznałaś mnie z niezbyt dobrej strony" - właściciel hotelu wyskoczył zza kontuaru i biegnie w moja stronę z szerokim uśmiechem i wyciągniętą dłonią - "bo wiesz, kilka osób próbuje mnie zabić, więc słabo ostatnio sypiam. Nerwowy jestem. Mówię, żebyś wiedziała, ze to nic osobistego…"
Spojrzałam na klienta przy barze, szukając zrozumienia dla mojego zmieszania. Zerknął na mnie leniwie znad kufla piwa i ze wzruszeniem ramion przytaknął - "No normalne. Naprawdę źle się sypia, gdy ktoś chce cię zabić."

Czytaj dalej »
► 1/22/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Portrety Khmerów - YenYen - bez dzieciństwa i bez przyszłości


Wielki kok na czubku jej głowy podskakuje mi tuż przed nosem, gdy prowadzi mnie do pokoju. Przekręca klucz w kłódce i popycha drzwi od niechcenia - "podoba się?" -  pyta, ale nie jest zainteresowana odpowiedzią. Wie dobrze, że się nie podoba. Wykrzywia usta, oblizując mały diamencik na zębie.

Coś mi w niej nie gra, coś nie pasuje. Myślę co, zamiast oglądać pokój. Nagle mnie olśniewa - Azjatka, która się nie uśmiecha. Nie uśmiecha się wcale.
Unosi brew znudzona - "3 dolce za noc. Bierzesz czy nie?"

Czytaj dalej »
► 1/19/2014 3 comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Wakacje w kraju trzeciego świata - o turystycznej dobroczynności

Gdy tu przyjechałam, było nas na plaży na oko 20 Europejczyków i jakieś 4 razy tyle Khmerów zatrudnianych za $80 tygodniowo do gotowania i sprzątania.
Dla większości z nich było to jedyne źródło dochodu w rodzinie. Jednakowa większość z nich nie ukończyła jeszcze 20 lat.
Nie ich rodzice, a oni dostali tę pracę, bo potrafią czytać, pisać i łapią podstawowe zwroty po angielsku.

Umieją to, bo poszli do szkoły.
Już nie chodzą, bo muszą pracować.

Czytaj dalej »
► 1/15/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Wakacje w Kambodży - dobry pomysł czy przepis na koszmar?


Wakacje na plaży.
Jakiekolwiek obrazy wywołuje ta myśl, najprawdopodobniej przyjdzie mi je skorygować.

Moja plaża to 200 metrów rozciągnięte równolegle do czerwonego udeptanego kurzu, używanego jako droga. Drewniane szałasy po obu stronach. Baraki za rogiem.


Z tych baraków przychodzą panie do kuchni, panowie do młotków i choroby.


Źle zabrzmiało? Nie zamierzałam kłamać.

Czytaj dalej »
► 1/11/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Pięć miesięcy na plaży w Kambodży - anatomia wiecznych wakacji

Urlop trwa przeciętnie dwa tygodnie. I tyle trwać powinien. Pierwszy tydzień chorujesz, odreagowując stres, drugi tydzień odpoczywasz. Tyle.

Generalna zasada mówi, że lepiej nie pakować się dalej.
Jeśli jednak się odważysz, odkryjesz, że prawdziwe schody zaczynają się dopiero w tygodniu czwartym.


Absolutna dezintegracja i mentalny cyrk. Ubaw po pachy.

Czytaj dalej »
► 1/05/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest

Szczęśliwego Nowego Roku życzy kochająca Kambodża

Fale uderzają rytmicznie o brzeg. Słońce, morska bryza, szampan i muzyka.
Piękni młodzi Europejczycy porozkładani chaotycznie na piasku, leżakach, fotelach.
Na sobie nawzajem.
Noworoczny poranek. Kambodża 2014. Raj.

W tle Khmerowie. W kuchni, za barem, z miotełkami, kieliszkami, talerzami. W pstrokarych piżamach i czapkach Mikołaja.

Nikt nie wie do końca, czy łapią cokolwiek.
Nikt natomiast nie łapie ich, to jasne.

Czytaj dalej »
► 1/01/2014 No comments:
Email ThisBlogThis!Share to XShare to FacebookShare to Pinterest
Home
Powered by Blogger.